Byłem w Glencoe, pasmie szkockich gór Gempian znanych z najwyższego szczytu wysp brytyjskich, Ben Nevis, 1344 m n.p.m. To tu dzieje się akcja drugiej połowy filmu Skyfall i to tu kręcili sceny pociągowe w starym Harry Potterze.
...
Jeszcze w drodze nie narzekałem na brak atrakcji,
z samochodowych siedzeń udało mi się ustrzelić kilka ciekawych ujęć dających przedsmak czekającej przygody.
Żądny jednak większych wrażeń niż krótki spacer udałem się na samotne zdobywanie górki Pap of Glencoe, łatwego szlaku od 3 do 4 godzin wspinaczki. Widoki na zatokę i miasteczko były obłędne, a samo wejście wbrew początkowym pozorom dość zdradliwe. W którymś momencie zabłądziłem i dopiero po 10 minutach wspinaczki "na krzywy ryj" po kamieniach stromo spadającego strumyka zawróciłem by odnaleźć boczną, nieoznaczoną ścieżkę wiodącą słusznym szlakiem.
Tego oto siwego pana znajomi wspinający się naszym szlakiem poprzedniego dnia widzieli wchodzącego na górę z namiotem i ekwipunkiem. Następnego dnia minęliśmy go gdy schodził. To sobie dopiero emeryt wybrał miejsce na kemping. Godne absolutnego podziwu. Notabene na szlakach można spotkać wielu wspinających się w średnim i starszym wieku, zawsze spotkania takie pozostawiają niezatarte wrażenie.
Ciekawą cechą gór w Szkocji jest ich surowy stan. Nie uświadczymy tu, przyzwyczajeni do luksusów Tatr i innych polskich łańcuchów, takich rzeczy jak barierki przy niebezpiecznych przejściach lub oznaczeń szlaków. Jedyną podpowiedzią są ślady naszych poprzedników i częsta jest konieczność odwołania się do intuicji gdy nie ma pomysłu gdzie dalej iść lub którędy atakować niemal pionowe ściany. Przyznaję bez bicia, że w wielu miejscach się bałem.
Następnego dnia postanowiliśmy z Bartkiem, Krystianem i jego córką, Mają, zaatakować najwyższy szczyt pasma Glencoe, czyli kolejne podejście do Trzech Sióstr i wspięcie się na trzy tysiączniki zwane od nazwiska sławnego alpinisty "Munrosami":
Stob Coire nan Lochan (1115 m n.p.m.),
Bidean nam Bian (1150 m n.p.m.) i
Stob Coire Sgreamhach (1072 m n.p.m.).
Bideana i Stoba zmuszony byłem zaliczyć po dwa razy z racji powrotu tą samą (i jedyną przez zasypany śniegiem drugi szlak) trasą wędrówki i nie wiem, czy to bardziej kompromitacja dla mnie czy
szacunek dla Mai, ale mam wrażenie, że radziła
sobie z wędrówką lepiej ode mnie!
Stob Coire nan Lochan (1115 m n.p.m.),
Bidean nam Bian (1150 m n.p.m.) i
Stob Coire Sgreamhach (1072 m n.p.m.).
Bideana i Stoba zmuszony byłem zaliczyć po dwa razy z racji powrotu tą samą (i jedyną przez zasypany śniegiem drugi szlak) trasą wędrówki i nie wiem, czy to bardziej kompromitacja dla mnie czy
szacunek dla Mai, ale mam wrażenie, że radziła
sobie z wędrówką lepiej ode mnie!
Nie mogło oczywiście zabraknąć naszego starego, dobrego, Polskiego "nasi tu byli". Na całym szlaku znalazłem tylko jeden jedyny śmieć i była nim puszka po Tyskim między kamieniami na jednym z podejść. Nie zdziwiło mnie to zbytnio...
Zejście i ostatnie spojrzenie na zaśnieżony szczyt przed udaniem się do obozu na zasłużone tego dnia ciemne, szkockie piwo. Piękna wycieczka.
Ostatniego dnia z samego rana zwijanie namiotu i pożegnania. Przywiozłem z tej wycieczki kilka świetnych znajomości, wspaniałe wspomnienia i doświadczenia, kilkaset zdjęć i ponad 50 swędzących świadectw działalności legendarnych szkockich muszek Midges. Nie dawały spokoju wieczorem i rano, na szczęście po najedzeniu się mną i moimi przyjaciółmi znikały koło 22 i pozwalały raczyć się trunkami i ogniskiem we względnym spokoju. Wyglądam jednak jak po ospie i potwornie mnie swędzi. Jeszcze Bartek straszy, że potrafi swędzieć i dwa tygodnie zanim cholerstwo zejdzie. Oczywiście żadne specyfiki na muszki nie działają, jedynym ratunkiem jest siatkowe ubranie znane pszczelarzom i szkockim turystom.
Up yours Midges!!!



.jpg)

Przyznam widoki miałeś prawdziwie piękne. Wędrówki troszkę zazdroszczę, ale niech ja tylko dorwę urlop ;D
OdpowiedzUsuńMichaś