Podblogi

25 maja 2014

How to cross the Portobello road and stay alive...



"Portobello road, Portobello road
Street where the riches of ages are stowed.
Anything and everything a chap can unload
Is sold off the barrow in Portobello road.
You’ll find what you want in the Portobello road."
....
Pojechaliśmy dzisiaj na angielską, pochmurną, piaszczystą plażę Edynburskiej dzielnicy, Portobello, by powdychać trochę zapachu nadgniłego morza i popatrzeć w przymgloną dal. Stalowe od chmur niebo kolejny dzień wyjaśniało mi, posługując się przykładem, termin "Angielska pogoda" a ja słuchając relacji z prześlicznych upałów w Polsce chmurzyłem się i aż marzłem z zazdrości. Sytuacji nie poprawiał mocny, sztormowy wiatr ani okazjonalny kapuśniaczek nieśmiało spadający nam na głowy.

Zanim jednak dojechaliśmy na miejsce wykorzystałem okoliczność siedzenia na fotelu pasażera i niezrażony serią kopniaków w plecy od siedzącej za mną siostrzenicy zagubiłem się w rozmyślaniach o niebezpieczeństwach poruszania się na Szkockich drogach.


Ogólnie zasada dla przyjezdnych jest taka: jeśli idziesz zgodnie z zasadami i wpadasz pod samochód to już za późno na nauczkę nowych zasad obowiązujących w innym miejscu.


Lewostronny ruch już niejednokrotnie prawie mnie uśmiercił a przechodzenie przez jezdnię przez pierwsze kilkadziesiąt razy było emocjonującą jazdą bez trzymanki przyczyniającą się do co najmniej dwóch stanów przedzawałowych przy każdej próbie, pierwszy gdy patrząc z przyzwyczajenia w lewo słyszymy pisk opon z prawej, a drugi gdy już po przewinięciu całego życia przed oczami podejmujemy dalsze zuchwałe próby przejścia na drugą stronę drogi. Sytuacja jest odwrotna lecz skutek taki sam.


Wiem już jak czuła się sarna przebiegająca w nocy przed samochodem mojego ojca. Na szczęście nie skończyłem jak ona.

Aleeee po tygodniu śmigam już z dużą śmiałością, więc teraz coś pozytywnego o szkockich pieszych: nie muszą się oni przejmować tu światłami i przejściami. Już pierwszego dnia zaobserwowałem dwóch chłopców przebiegających na czerwonym świetle przed jadącym patrolem policji i, co nie do pomyślenia w Polsce, nie skończyło się mandatem, pościgiem ani strzelaniną. Nie wiem tylko czy to takie luźne prawo czy umowa społeczna, ale w Szkocji przechodzisz gdzie chcesz i jak chcesz, a bezpieczeństwo to twój interes. Oczywiście w razie wypadku firma ubezpieczeniowa nie jest już taka pobłażliwa, ale ogólny plus dla Szkocji.


A teraz coś o szkockich kierowcach:

otóż jeździ się tu w mieście powoli. Porównując prędkości rozwijane w mieście przez kierowców w Szkocji i Polsce dochodzę do wniosku, że podobne nawyki przechodzenia na czerwonym bardzo podniosłyby statystyki wypadków śmiertelnych w Rzeczypospolitej. Ponadto Szkockie drogi uczą cierpliwości. Czerwone światła trwają naprawdę, naprawdę długo a i częstym widokiem jest wstrzymanie ruchu na całym skrzyżowaniu i otwarcie wszystkich przejść dla pieszych na wszystkich osiach skrzyżowania. Mało to praktyczne.

Teraz coś o szkockich rowerzystach:

są oni tu bardzo powszechnym widokiem. Szkoccy rowerzyści spotykani każdego dnia na ulicy mają dobry i często nowoczesny sprzęt a także są bardzo porządnie ubrani w ekwipunek rowerowy. Jeżdżenie rowerem po mieście jest tu całkiem wygodne, rowerzyści korzystają z pasów dla autobusów na które kierowcy nie wjeżdżają. Tylko ten ruch lewostronny. Jest cholernie przerażający i nie wiem kiedy odważę się tu wsiąść na rower.

A sama plaża? Jak to plaża. Niech zdjęcia przemówią:
























A, i byłbym zapomniał. W styczniu na tym brzegu Portobello wyrzuciło Sperm Whale, czyli po polsku: kaszalota. Dość szybko go zawinęli ale widowisko i atrakcja turystyczna podobnież była niezgorsza.

2 komentarze:

  1. Biedny Kaszalot. Jakby wpadł gdzieś bliżej Tutaj to może byłby chętny do tulenia..

    OdpowiedzUsuń
  2. Tylko pamiętaj, broń honoru Rodu, jak masz ginąć po lewej stronie to wpadnij, proszę, pod coś co nazywa się jakoś dumniej niż Cinqecento

    OdpowiedzUsuń