Podblogi

16 maja 2014

Kurczącego się świata wpływ na przyjemność z jazdy...

Odchodziły mrozy, paskudna zima ustępowała miejsca wiośnie, promienie zbawiennego słońca rozpuściły do końca ten brudny, już-nie-biały szlam na drogach kiedy postanowiliście zrobić coś ze swoim życiem i postanowiliście zacząć poważniej przygodę z rolkarstwem. Kupiliście lub wyciągnęliście z odmętów piwnicznych ciemności butów z kółkami, przymierzyliście i odetchnęliście z ulgą gdy rozmiar idealnie odpowiadał potrzebom waszych stóp. Ostrożnie zawiązaliście sznurówki, założyliście ochraniacze i z wielką trwogą postawiliście pierwsze kroki w tym jezdnym obuwiu.
Uczucie wolności, prędkości i szaleństwa owładnęło waszym ciałem i umysłem, kiedy opanowaliście pierwsze odruchy ucieczki i poczęliście rozpędzać się agresywniej. Pierwsze upadki nie były wam straszne, dzień po dniu wychodziliście na coraz dłuższe, i szybsze, i odważniejsze trasy...

Pewnego dnia jednak ciemne chmury zebrały się nad waszymi głowami, gdy postanowiliście zerwać z rutyną i zrobić dodatkową rundkę zamiast wracać do domu. Przyjemność dozowała się jak zawsze, lecz w waszych umysłach zasiane zostało już ziarno niepewności, które wypuszczało listki za każdym razem, gdy postanowiliście skręcić w jeszcze jedną alejkę jeszcze raz przedłużając trasę. Nie czuliście zmęczenia, czuliście nadludzką siłę i nieograniczone możliwości. Jeździliście aż skończyły wam się pomysły gdzie by dalej zapuścić się w swoim odkrywczym szaleństwie i zrelaksowawszy się nieco obraliście kurs na domową przystań... i czuliście jedno: jeden, wielki niedosyt.
Nie chcieliście jeździć w nieskończoność, nie ciekawiły was już te same trasy, prędkość się oklepała a czasu...mało! Tyle do zrobienia! Ile można? Z rekreacji życie stało się marnowaniem czasu...

Okropne jest to, jak świat się kurczy. Powiecie, że piękne jest, że człowiek może po długim treningu przebiec więcej nawet niż 42 maratońskie kilometry? A co pięknego w biegu, biegu, biegu, mechanicznych ruchach do wytrenowanego rytmu, ze świadomością zamkniętą w skorupie, skupioną na własnych odczuciach bólu alarmujących z wysiłku mięśni i ścięgien?

Mam nadzieję, że nowe trasy nigdy wam się nie skończą a wszystkie rzeczy, których się tkniecie będą was nieustannie zaskakiwać i cieszyć odkrywczością...bo co innego, niż nadzieja? Ah, tak, psychoterapeuta może...

2 komentarze:

  1. Optopesymistyczność staje się moją ulubioną częścią tego bloga! Świetna nazwa w ogóle :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Podwójnie zgadzam się z przedmówczynią ;)
    Michaś

    OdpowiedzUsuń